W labiryncie
Wednesday, October 03, 2007ComLab, czyli Oxford University Computing Laboratory, to mój wydział. Wygląda całkiem przyjemnie od środka, szczególnie nowa część budynku. I jak zwykle z zewnątrz wejścia ma niepozorne, to chyba jakiś zwyczaj tutaj jest. Albo konserwator zabytków pozwala tylko na przeróbkę wnętrzności budynków.
Sam ComLab składa się z wielu pokoi, kuchni i gaśnic. I niezliczonej ilości małych korytarzy, cały budenk jest jak labirynt, ponad to człowiek jest w stanie przemieszczać się miedzy budynkami ComLabu wogóle z nich nie wychodząc (i też wogóle tego nie dostrzegając), co jeszcze bardziej utrudnia sprawę. Dobrze, że chociaż napotkani pracownicy sa zawsze chętni do pomocy zagubionym. No i w nowej części na ścianach wisi sporo drogowskazów - choć czasem strzalki bywają mylące.
Sale komputerowe są duże i dobrze przygotowane (nowe kompy, nowa Fedora, krzesła, których regulacja działa no i wielkie kotary co by koledze w monitor nie zaglądać). Narazie miałem jedną, krótka sesję wstępną do obsługi linuxa. Rozdali nam kartki, na których po słowie wstępu w interesujący sposób przedstawiają zadania - każde pytanie jest zbudowane w ten sposób, że najpierw opisywane jest jakieś zagadnienie, a potem zadawane jeset pytanie rozszerzające to zagadnienie, z ramką na wpisanie odpowiedzi. Czasami sama odpowiedź stanowi kolejną istotną informację dla studenta, a nie jest tylko czymś, co student ma wiedzieć i kropka. Np. w poleceniu o sprawdzenie limitów plików na lokalnej przestrzeni przydzielonej użytkownikowi, po znalezieniu odpowiedniej liczby, czytamy dalej, że mamy 7 dni na zejście poniżej limitu, w przeciwnym razie nasze konto zostanie zablokowane. Niby detal, ale jakoś tak inaczej się to odczuwa.
A z zupełnie innej beczki - odebrałem w końcu Lunch Card (karta chipowa, ładowana kasą, 3.60 GBP za lunch) i przeszedłem się wczoraj na obiad do Collegu. I hmm, jedzenie może nie jest rewelacyjne, ale pewne elementy, np. surówki itp. były naprawdę bardzo dobre. Natomiast zupa o smaku pomarańczy generowała mieszane uczucia smakowe. Konsystencją przypominała rzadszy krupnik, a ponieważ była chybą też z marchwią, smakowała czasami podobnie - chyba że akurat bardziej uwydatniła się pomarańcza. Tak czy owak ta zupa o ile zjadliwa, nie jest smaczna. Ciekawe co będzie dziś, zaraz się tam w sumie wybieram.
Kategoria: Anglia
