Katalońskie śmigłowce

Wednesday, November 11, 2009

Polecieliśmy dzisiaj helikopterem. Nie jest to może najbardziej oczywista rozrywka w Barcelonie, ale jeśli tylko ma się czas i ochotę, to szczerze polecam! Choć lot trwa tylko 10 minut, oblatuje się wybrzeże i centrum miasta. Najfajniejsze uczucie jest, gdy się startuje i ląduje. Generalnie jest to zupełnie co innego niż samolot, i szczerze to chciałbym mieć taki własny śmigłowiec. Sprawdźcie cathelicopters.

Po tym dość ekscytującym przeżyciu udaliśmy się na kawę. Po drodzę była jakaś dość mała manifestacja, nie do końca wiadomo czego dotyczyła, ale pewnie coś z kryzysem i wyrzucaniem ludzi na bruk. Przeszli sobie dalej bez problemów.

Fajną rzeczą w Barcelonie są klimatyczne kafejki na każdym rogu. Usiedliśmy niedaleko muzeum Picassa, w znanym nam już miejscu gdzie siedzenia są miękkie a gazety ciekawe. Zawsze leży ich sterta, tak więc nie można się nudzić przy kawie. Co ciekawe, ceny są też przystępne i bardzo zdziwiłem się, gdy przyszło mi płacić 9 euro za dwie Nestea, kawę, muffina i truskawkowy shake.

W sumie są też miejsca, gdzie dwie osoby mogą najeść się tapasami (takimi małymi daniami typu smażone ziemniaki, krokiety, sałatki itp.) za około 15. Z drugiej strony są miejsca, gdzie za tą cenę podadzą Cole. Generalnie zasada jest taka, że miejsca turystyczne są do zwiedzania, nie do kupowania czegokolwiek. Odchodząc trochę dalej w boczne uliczki znajdziemy rzeczy o wiele lepsze, a do tego tańsze.

I wydaje mi się, że to się tyczy każdego miasta, w którym byliśmy. Nawet Warszawy. Choć z tym ostatnim problem jest taki, że w bocznych uliczkach nie zawsze są knajpki. No ale wtedy możemy zjeść w domu ;)

Kategoria: Hiszpania 

(cc) 2007-2009 Marek Foss.