Fire Drill
Thursday, October 04, 2007Dzisiejszy poranek nie należy zaliczyć do udanych. Nie położyłem się spać jakoś wcześnie, ale wogóle nie byłem przygotowany na nieopisany ryk i pisk, który wyrwał mnie ze snu około 8 rano. Mówiłem już, że mają tu świra na punkcie pożarów? No więc to byl Fire Drill - czyli symulacja. Oczywiście, najpierw człowiek zostaje brutalnie obudzony tym dźwiękiem i sam nie wie czy coś się wali, czy to tylko w jego głowie. Potem ma się szybko podnieść i nie bacząc na nic (a na pewno - w co jest ubrany i jaka jest pogoda, szczęśliwie dziś było słonecznie), wybiec z pokoju, poza budynek, jak najdalej. I ma czekać aż ugaszą alarm. W międzyczasie lokalny cieć biega po pokojach i sprawdza czy wszystko jest ok, a kobieta odpowiedzialna za cały ten cyrk coś zaciekle notuje. Na końcu alarm zostaje wyłączony, pani nam bardzo dziękuje, i to takim tonem jak gdyby oczekiwała, że my podziękujemy jej za wyrwanie nas z błogiego snu. Rozchodzimy się do pokojów mrucząc epitety pod adresem odpowiedzialnych za to osób i kładziemy się dalej spać.
Poranek nie byłby jeszcze kompletnie zrujnowany, gdyby kilka godzin później nie pojawił się pod moim oknem człowiek z kosiarką do trawy i zaciekle robił rundy honorowe pod moim parapetem. Do spółki z wciąż włączającym się budzikiem w trybie snooze, i wcześniejszym incydentem, pokonali mnie całkowicie. Poddałem się i wstałem. Może jutro będzie lepiej. Niestety, takich Fire Drilli będzie więcej, a trawa póki zielona, też raz w tygodniu będzie hałasować. No cóż, przynajmniej pogoda jest dziś świetna.
Kategoria: Anglia
