College Ball
Thursday, October 22, 2009Po raz kolejny nastąpiła przerwa w pisaniu. Z powodów jak zwykle takich samych - brak ochoty i brak czasu. Postaram się jednak, w miarę chronologicznie, kontynuować swoje opisy. Poprzedni wpis skończyliśmy sentymentalnie powrotem do Anglii. Było super, zwłaszcza, że załapaliśmy się na bal w moim Collegu. Imprezy takie odbywają się prawie w każdym z tych Oxfordskich przybytków studenckich co roku. I nie są to zwykłe imprezy, tylko tematyczne bale. W tym roku mój St. Cross wymyślił Casablankę. Więc biało-czarni poszliśmy na owoce z czekoladowej fontanny, rundę Black Jacka lub ruletki (z krupierami!), tancerkę burzcha, wróżbitę oraz karykaturzystę, który to niestety zmył się, zanim go dorwaliśmy. No i dużo drinków. Zabawa był naprawdę ekstra, szczególnie jak wszyscy się rozkręcili.
Była to też noc, w której umarł M. Jackson. Świętowaliśmy, jak przystało, na parkiecie do muzyki Króla Popu. Jeśli się nie mylę to następny dzień był powrotem do Londynu. Nad ranem okazało się, że nie jesteśmy w stanie jechać autobusem, odkryliśmy więc naprawdę świetne i nie takie drogie angielskie linie kolejowe. I pamiętajcie, dzieci, nic tak nie pomaga z rana jak tłusty fast-food ;)
Kończąc, muszę przyznać, że UK nadal ma w sobie coś fajnego. No może oprócz tych wszystkich kamer. Spójrzcie na foty. To co mówią o nich w UK - to prawda, są wszędzie.
Kategoria: Anglia
