College Ball

Thursday, October 22, 2009

Po raz kolejny nastąpiła przerwa w pisaniu. Z powodów jak zwykle takich samych - brak ochoty i brak czasu. Postaram się jednak, w miarę chronologicznie, kontynuować swoje opisy. Poprzedni wpis skończyliśmy sentymentalnie powrotem do Anglii. Było super, zwłaszcza, że załapaliśmy się na bal w moim Collegu. Imprezy takie odbywają się prawie w każdym z tych Oxfordskich przybytków studenckich co roku. I nie są to zwykłe imprezy, tylko tematyczne bale. W tym roku mój St. Cross wymyślił Casablankę. Więc biało-czarni poszliśmy na owoce z czekoladowej fontanny, rundę Black Jacka lub ruletki (z krupierami!), tancerkę burzcha, wróżbitę oraz karykaturzystę, który to niestety zmył się, zanim go dorwaliśmy. No i dużo drinków. Zabawa był naprawdę ekstra, szczególnie jak wszyscy się rozkręcili.

Była to też noc, w której umarł M. Jackson. Świętowaliśmy, jak przystało, na parkiecie do muzyki Króla Popu. Jeśli się nie mylę to następny dzień był powrotem do Londynu. Nad ranem okazało się, że nie jesteśmy w stanie jechać autobusem, odkryliśmy więc naprawdę świetne i nie takie drogie angielskie linie kolejowe. I pamiętajcie, dzieci, nic tak nie pomaga z rana jak tłusty fast-food ;)

Kończąc, muszę przyznać, że UK nadal ma w sobie coś fajnego. No może oprócz tych wszystkich kamer. Spójrzcie na foty. To co mówią o nich w UK - to prawda, są wszędzie.

Kategoria: Anglia 

Relondon !

Wednesday, June 24, 2009

Odwiedziliśmy po raz kolejny UK. I dobrze nam to zrobiło, bo Hiszpania jest bardziej zbliżona do Polski, niż do typowo zachodnio-anglosaskich krajów — i chodzi mi tutaj głównie o mentalność i poszanowanie otoczenia. Z drugiej strony, hiszpański spokój jest godny podziwu, i jest z koleji bardziej angielski, niż znerwicowany charakter polski.

Lecieliśmy tym razem z barcelońskiego El Pratu (który z resztą tego samego dnia dostał nowy terminal, ale z tego powodu nie mieliśmy żadnych utrudnień). Wyluzowanie służb lotniskowych dawało się odczuć na każdym kroku, i tak naprawdę najbardziej nabuzowane były kolejki do zdania bagażu. Kontorla przy bramkach spokojna i bezproblemowa, a strażnicy przechadzali się to w lewo, to w prawo, lub dość nieprędko dyskutowali czego to nie można mieć w bagażu i co trzeba wyjąć. Pełen luz. Siedząc na kawie słychać było jakiegoś dzieciaka bawiącego się mikrofonem do ogłaszania kominikatów.

Wylądowaliśmy o północy w Luton, i jak zwykle National Express ma tak rozstrzelone połączenia, że czekaliśmy tam 2 godziny. W sam raz, żeby przyzwyczaić się do tej krainy mrozu — szok temperaturowy był spory, bo w Barcelonie w nocy temperatury utrzymują się na poziomie 22°C, a tutaj jest przynajmniej 10° mniej… Mimo wszystko miło było zobaczyć znów Oxford i Londyn, szczególnie że w dzień pogoda była bardziej znośna.

Różnica ciśnienia niestety jest odczuwalna i powoduje ciągłe ziewanie. Całe szczęście kawiarnie są tutaj najlepsze w Europie, i po kubku Carmel Latte mózg od razu budzi się do życia. Jeśli dodamy do tego ciepłego gofra ze śmietaną, dostaniemy odpowiednią dawkę cukry by nawet coś konstruktywnego zrobić. A wszystko na wygodnych fotelach i z darmowym internetem — do tego ostatniego polecam Coffee Republic, gdyż słynny Starbucks niestety podpisał deal z BT (jest tym czym nasza TP i o dziwo działa podobnie żenująco) i jedyne co mamy to BT OpenZone, który “open” jest tylko z nazwy.

W ostatnim dniu pobytu w Londynie udaliśmy się do Richmond Park — wielkiego niemalże lasu, gdzie w dzień wpuszcza się samochody tranzytem, ale głównie jest to trawa i drzewa po horyzont. Dużo dzikich zwierząt, zające, wiewiórki, papugi (!). Jednym słowem dzicz w środku miasta. Wychodząc natknęliśmy się na stado saren i jeleni, które pasły się, a następnie hasały po rondzie, ku uciesze przechodniów i podejżewam lekkiej irytacji kierowców, którzy co chwilę musieli się zatrzymywać. Gdyby nie istniejący nad parkiem kanał powietrzny do lądowania na Hethrow, można by rzecz: błoga cisza i spokój. A tak — innego rodzaju doświadczenia, czyli nie ma nic bardziej niezrozumiałego niż ogromny JumboJet sunący nisko na niebie.

Mieszkając w Hiszpanii już zapomnieliśmy jak tutaj jest drogo i trudno o dobre jedzenie. W knajpach owszem, są pyszne dania (polecam tureckie knajpy w okolicach West Endu), ale już dobrych truskawek nie uświadczysz. Są z koleji genialne borówki, coś czego nam brakuje w Barcelonie. W sumie można by o takich różnicach całkiem długo nawijać, ale wniosek jest prosty — powinni przenieść hiszpańską pogodę do Anglii, a byłoby to niemalże idealne miejsce do życia…

Kategoria: Anglia  Hiszpania 

Koniec.

Sunday, August 03, 2008

It is done…

To już jest koniec. W piątek oddałem prace magisterską, wydaje mi się, że nieźle wyszła. Powstał z niej mały semantyczny serwis GetSemantix.com, który mam nadzieje będzie rozwijać się dalej. Dzięki niemu możemy wkleić dowolny tekst (narazie tylko angielski) i otrzymamy streszczenie (najistotniejsze zdania), tagi i troche wadliwie jeszcze działające - kategorie. Kicia skończyła pracę we wtorek, mieliśmy super piknik na naszym ostatnim lunchu. Pożegnałem się też z moim Instytutem, który tak bardzo mi pomógł podczas pisania pracy. Szczególnie za pomocą genialnych i darmowych lunchy. Chicken Mayo Ciabatta + zimna Cola to jest to :)

Pakowanie nas trochę przerosło i okazuje się, że pomimo zakupienia 15kg nadbagażu, zostawiamy po sobie naszym landlordom 2 duże pudła wypełnione po brzegi. W sumie i tak bedziemy tu wracać na chwile na rozdanie dyplomów (oby wszystko poszło dobrze z moją magisterką), więc odbierzemy. Jutro odlot z Luton, i oczywiście, Oxford żegna nas dzis wielką i długą ulewą. Typowe w sumie. Jeśli chodzi o pogodę, w tym kraju nie ma co liczyć na tygodnie lata. I naprawdę ciężko się do tego przyzwyczaić. Ile razy zmokłem tutaj, to chyba nigdy przez całe życie.

Ale przyznać muszę, że odjeżdżać bedę trochę smutny, bo fajnie tu było. Studia były ciężkie, ale przynajmniej czuło się ich sens. Ludzie byli różni, ale kilku osób nie zapomnę i myślę, że kontakt także się nie urwie. Lecz najważniejsze, to jakiej nabraliśmy perspektywy. Szczególnie po tym jak Kicia zabrała mnie do Berlina i po niezliczonych wizytach w Londynie, widzi się jak mimo wszystko “inaczej” jest np. w Warszawie. Ciekawe, jaki kulturowy szok przeżyjemy wracając. Każdemu polecam wyjazd, ale nie jako turysta, tylko na chociaż 2 miesiące, pożyć, pomieszkać i zgłębić inne społeczeństwa. Inaczej się potem na wiele rzeczy patrzy. Choćby praca - tutaj pracodawca ma naprawde szacunek do pracownika, i nawet jeśli się nie lubią, to nie ma wywierania presji o zostawanie po godzinach czy patrzenie krzywo na robienie sobie przerw. Tutaj jest po prostu lunch, i ok. 13 ludzie maja godzinę przerwy. A o 17.30 z pracy się wychodzi. I tyle.

Reasumując, bardzo fajny rok. Wracam i technicznie nadal jestem studentem Oxa. Ale teraz już czas zacząć myśleć o używaniu tego wszystkiego, czego mnie nauczyli. Mam nadzieję, że powstanie coś fajnego. W sumie to nawet nie wątpię, że kiedyś tak się stanie. Oby prędko :)

Kategoria: Anglia 

4 dni lata

Saturday, July 12, 2008

Zaczynam nadrabiać zaległości na blogu. Teraz jestem w trakcie kończenia pisania magisterki, ale powyższe foty sa jeszcze z maja. I tak, to były te 4 dni lata kiedy było ciepło, żeby nie powiedzieć gorąco. Niestety lato się na tym skończyło. Trochę skorzystaliśmy na tym i z Kicią mieliśmy pikniki w parkach Church Collegu, w którym swoją drogą kręcili Harrego Pottera - a dokładniej jadalnia Hogwartu jest jadalnią Church Collegu. Nie czytałem jeszcze żadnej książki, ale dzięki Dominice wkręciłem się dość w tę sagę.

Poza tym stworzyłem ostatnio jeden eksperymentalny serwis - losowy.com - no a niedługo uruchomię ciekawy efekt mojej magisterki, czyli semantyczny mashup który pozwala na automatyczne tagowanie i streszczanie tekstów. Niestety narazie tylko po angielsku. W międzyczasie (tzn. od maja do teraz) byliśmy jeszcze w Londynie i Berlinie, ale o tym więcej później, gdy uda mi sie powrzucać foty na Flickra. Całe dnie teraz spędzam siedząc w Instytucie Oxford-MAN dziergając - zalety tego są dwie. Po pierwsze mam darmowy lunch (bardzo dobry co jest ewenementem w kraju, w którym jedzenie jest poniżej krytyki), po drugie dostęp do szybkiego netu. Tak więc - w którymś dniu tygodnia pojawi się kolejny wpis i kolejne foty. Tymczasem wracam do pracy. Ostatnio nie robię nic poza tym.

Kategoria: Anglia 

Przeprowadzka Bloga

Tuesday, June 24, 2008

Jako że w końcu znalazłem chwile na wiosenne porządki, przeniosłem bloga do domu, czyli na adres: blog.marekfoss.org - przy okazji zmieniając trochę wygląd tego wszystkiego :) Jedyn niedogodność jest taka, że zmienił się również kanał RSS - jeśli ktoś dodał sobie do np. Google Reader’a, to niech zmieni na: http://feeds.feedburner.com/marekfoss - nowy, ładny i wogóle. Tymczasem wracam do pracy, siedzę w Oxford-MAN Institute of Quantitative Finance i klepie swoją magisterkę, przeszedłem do drugie etapu, który jest trochę trudniejszy. Napiszę trochę więcej następnym razem i licze, że to nie oznacza ‘za kilka miesięcy’.

Kategoria: Anglia 

Esencja centrum Oxfordu

Wednesday, March 05, 2008

No więc pogoda jak widać jest ładna. Niestety jest zimno. Ale nic to, temperatury na zdjęciach nie widać, a przy takim słońcu wychodzą naprawdę ładnie. Dzisiejsze zrobione w samym centrum centrum Oxfordu. I to centrum jest lekkim angielskim żartem. Mamy mały kościółek, trochę większy cmentarzyk, a dookoła poprzykuwane rowery. Niektóre nawet unoszą się nad ziemią. Po obu stronach przystanki autobusowe, do wysiadania i wsiadania oddzielnie. I przystanki bez ławek, tylko z rurami do oparcia się. No i ten widok, który nadal mnie dziwi (dlaczego Anglicy się na to godzą?) - kolejka, gęsiego, grzecznie wzdluż chodznika (!) do drzwi autobusu (jednych drzwi - u kierowcy) gdzie nie, nie okazuje się biletu. Bilet się kupuje. Ponad to kierowcy kręcą nosem na zbyt grubą walutę, a bilet kosztuje np. 1.20 GBP na relatywnie krótkiej trasie. I nie można wnośić rowerów. 100 lat za murzynami chciałoby się rzec. Inaczej mówiąc - nasze MZK rządzi. Komunikacja miejska na poziomie Transluda, tylko z nierejsowymi fotelami. Nic dziwnego, że ogólnie autobusy są puste. I dlatego też większość miasta jeździ na rowerach. A przynajmniej ta studencka część.

A już w ten piątek koniec kolejnego trymestry - Hilary finiszuje. I nie Clinton, tylko Term. Następny będze Trinity. A egzamy, które zaraz dostanie tym razem bedą trudne. I głównie nie z powodu przedmiotów, ale ilości czasu - 4 przedmioty w 4 tygodnie. Sweet. Wogóle mówiłem, jakie mam? Kiedykolwiek? No więc, krótki recap:
- poprzedni semestr, Michaelmas: Information Retrieval, Intelligent Systems, Introduction to Specification
- obecny, Hilary: kontynuacja Information Retrieval, ponad to Machine Learning, Advanced Topics in Language Processing oraz Computers in Society.

Jak widzicie każdy semestr trwał 2 miesiące. Nadwyraz intensywnie. Ale przedmioty bardzo interesujące. Tylko tą Specyfikacje bym wymienił na Computer Linguistics, bardziej by się komponowało z reszta kursów. A CiS, choć lajtowy, ciekawe elementy wprowadził i w sumie to polecam to zupełnie inne spojrzenie na informatyke. Tylko trzeba się przebić przez zrzędzenie prowadzącej, która dużo mówi, ale mało treściwie. A pracę magisterską bedę miał związaną z Information Extraction. Mój promotor, Prof. G. Gottlob wytworzył kiedyś na uczelni w Wiedniu taki program, który potem przekształcił się w komercyjną aplikacje - Lixto. No i prawdopodobnie bede implementował i rozwijał conieco tego programu. Może być ciekawie, ale zobaczymy. Tymczasem wracam do kończenia ostatniego zadania tego semestru - labka z MLa. Chwała za Core2Duo - neuronowe sieci modelują się nieznośnie długo. Tak długo, że zdążyłem napisać ten wpis. A raczej - rozpisać. Się.

Kategoria: Anglia 

Oxford by Night

Monday, February 18, 2008

Dawno nic nie pisałem, ale co jak co - zabiegany byłem strasznie. Jednak w ciągu tego czasu nasunęło mi się kilka wolnych myśli i spostrzeżeń:

  • tutaj wogóle nie ma bezpańskich psów czy kotów
  • sklepy uwielbiają x-paki - 5-pak Marsów, 6-pak lodów, i moje ulubione, gorteskowe - 26-paki chipsów Walkers (tutejsze Laysy) - 26 opakowań po 25g
  • wnioskując po tym jak sie ubierają, ludzie tutaj są gruboskórni - 2 stopnie a połowa populacji chodzi bez kurtek
  • dzieci się tutaj nie uczy od razu jezdzić na rowerze, najpierw się je ciąga za sobą, o tak

Następne spostrzeżenia w kolejnych wiadomościach. Tymczasem zrobiłem kilka wieczornych zdjęć, światło angielskich latarni tworzy klimat. No i, do następnego, oby szybciej niż ostatnio.

Kategoria: Anglia 

 1 2 3 >  Last »
(cc) 2007-2009 Marek Foss.