Jednym słowem Francja
Thursday, February 26, 2009Po powrocie z Oxfordu nastąpił dość długi okres czystego szaleństwa. Okazało się, że przenosimy się do Paryża z początkiem września. Byliśmy podescytowani, i jednocześcnie zdenerwowani, bo nie mieliśmy nic zorganizowane. Szczegółowe przeżycia i potyczki z Francuzami możecie poznać, czytając wpisy na blogu Nique — są już tam opisy Barcelony (gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, teraz jesteśmy właśnie tam, w Hiszpanii — i jest super).
Jednym słowem, Francja nie jest taka jak powszechnie się o niej myśli. A Paryż jest romantyczny tylko dla turystów. Jako miasto do mieszkania zupełnie się nie nadaje. Mieszkania są strasznie drogie, dochodzi do takich paranoii, że 14m2 zawiera w sobie kuchnię, łazienkę i sypialnię — i jest do wynajęcia za podwójną polską minimalną ;). A to dopiero początek niespodzianek. Telefony na doładowanie, owszem są. Ale środki na koncie mają termin ważności, i tak jeśli doładujesz za 5 euro, to po 7 dniach zostaną one wyzerowane, czy je wydasz, czy nie. Doładowanie 10 euro daje ważność środków na 14 dni itd. Kominikacja miejska jest straszna, metro i tym podobne (RER) jest stare, śmierdzące, obsrane i biegają tam gryzonie niekoniecznie tak sympatyczne jak chomiki. Poza tym bilety miesięczne są dosłownie — miesięczne. Z pierwszym dniem miesiąca przestają działać, czy się kupiło 1-ego, czy 15-ego. Ale płaci się oczywiście tak samo.
Założenie konta w banku wymaga dużo cierpliwości (nam pełne zakończenie procesu zajęło prawie 3 miesiące). Wogóle załatwienie czegokolwiek wymaga cierpliwości. Większość urzędów wygląda tak samo jak w Polsce — numerki, kolejki i czekanie. I każdy mówi co innego. A do tego nawet jeśli zna angielski, to niechętnie się nim posługuje. Ogólnie da się wyczuć niechęć, gdy zwracamy się do Francuzów po angielsku. Nie można im tego zabronić, ale miłe to też nie jest.
Paryż jest bardzo zinternacjonalizowany, a jeszcze bardziej — skolonizowany przez Arabów i Afrykańczyków. Są dzielnice, gdzie po prostu nie ma europejskich Francuzów. Najdziwniejsze jest to, że Francja jakoś dziwnie przypomina Polskę. Jeśli nasz kraj się na niej wzoruje, to powinien natychmiast przestać. Bo tam się nie da żyć wygodnie. Poza tym nareszcie rozumiem skąd w Unii tyle papierkowej roboty. I nie, nie jest to potrzebne wcale i da się inaczej. Po kilku tygodniach w Barcelonie już to wiem na pewno. Nie mówiąc już o prostej i miłej Anglii. Ale o Hiszpanii następnym razem.
Z Francji wróciliśmy cało, bogatsi o genialne widoki, zabytki i wystawy. To trzeba im przyznać, mają co pokazać. Jedno muzeum miało więcej ciekawych eksponatów niż wszystkie, które widzieliśmy w Londynie razem wzięte. Byliśmy na słynnej już wystawie “Picasso and the Masters” w Grand Palace. Warta każdej chwili i po prostu genialna.
Mieszkaliśmy w samym centrum Montmartre, dzielnicy artystów, tuż pod Bazyliką Sacre-Coeur. Bardzo ładne miejsce, w porównaniu z resztą okolicy. Sklepy ze świeżym jedzeniem pod domem, kafejki, sklepiki i blisko do metra. Było bardzo fajnie i ciekawie poznać Paryż od środka. Królowa jest dość naga, ale na chwilę można spojrzeć. Do mieszkania zdecydowanie odradzam. Ale co kto lubi :)
Kategoria: Francja





